Mustafapaşa: miasteczko w Kapadocji, które kiedyś było Sinasos
Ulica drzwi bez niczyjego nazwiska
Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłem w Mustafapaşa, nie był żaden pomnik. To były drzwi — głęboko osadzone, rzeźbione w winorośl, z nadprożem, za którego dopracowanie ktoś ewidentnie zapłacił kamieniarzowi — w domu, który dziś niczego nie sprzedaje, niczego nie ogłasza i nie należy do nikogo, o kogo mógłbym zapytać. Takie jest właściwie całe miasteczko. Rząd za rzędem kamiennych fasad wzniesionych przez ludzi, których nazwisk już na nich nie ma, ponieważ w 1923 roku ci ludzie zostali wywiezieni z kraju na mocy umowy rządowej, nie z własnego wyboru, i nigdy nie wrócili.
Mustafapaşa leży 20 minut jazdy od Göreme i przyjmuje ułamek liczby turystów odwiedzających Ürgüp, nie mówiąc już o samym Göreme. Jeśli czytaliście cokolwiek o trasach Czerwonej, Zielonej i Niebieskiej, wiecie dlaczego: to nie jest standardowy przystanek na żadnej z nich.
Większość osób jadących na zorganizowaną jednodniową wycieczkę nigdy tu nie trafia. Uważam, że to błąd, ale nie dlatego, że wioska jest spektakularna — bo taka szczególnie nie jest. To błąd, bo historia stojąca za tym miejscem jest jedną z najbardziej namacalnych rzeczy, w których można tu dosłownie stanąć, a pomija się ją na rzecz miejsc, które lepiej wyglądają na zdjęciach.
Co mówi zmiana nazwy
Zanim stało się Mustafapaşa, miasteczko to nazywało się Sinasos. Było greko-prawosławne, i to od dawna — na tyle długo, że jego bogatsze rodziny miały środki, by budować domy o naprawdę pięknym kamieniarstwie, jakiego nie stawia się na domu, który zamierza się opuścić. Część tych pieniędzy pochodziła od rodzin z Sinasos, które dorobiły się fortun w Stambule i wysyłały je do domu na budowę. Rezultaty widać do dziś: rzeźbione framugi drzwi, obrobione kamienne fasady, detale wymagające prawdziwych umiejętności i prawdziwego czasu.
Potem, w 1923 roku, miasteczko opustoszało. Nie stopniowo i nie dlatego, że ludzie uznali, iż gospodarka się pogorszyła albo wojna utrudniła życie. Opustoszało, ponieważ Grecja i Turcja podpisały porozumienie — część ugody kończącej wojnę grecko-turecką — o przymusowej wymianie ludności, dzielonej według religii, a nie języka czy miejsca urodzenia.
Chrześcijanie prawosławni w całej Anatolii, w tym w Sinasos, mieli obowiązek wyjechać do Grecji; muzułmanie mieszkający w Grecji mieli obowiązek przenieść się do Turcji. Nie miało znaczenia, że wiele prawosławnych rodzin z Kapadocji mówiło po turecku jako pierwszym językiem, i to od pokoleń. Religia była linią, którą wytyczyły państwa, i była to linia ostateczna. Rodziny, które mieszkały w tych domach od pokoleń, dostały zaledwie kilka miesięcy.
To właśnie ten szczegół warto rozważyć, stojąc na ulicy w Mustafapaşa: to nie był exodus, który nastąpił dlatego, że życie stało się zbyt trudne, tak jak zwykle ludzie opuszczają jakieś miejsce. To była decyzja państwowa, nałożona na ludzi, którzy nie mieli w tej sprawie głosu, z wyznaczonym terminem. Uważam, że tę różnicę łatwo jest wypowiedzieć, a trudniej faktycznie zrozumieć, dopóki nie stanie się przed konkretnymi rzeźbionymi drzwiami, które zbudowała konkretna rodzina, a potem kazano jej je zostawić.
Co zostało
To, co czyni Mustafapaşa wartą nadłożenia drogi, to fakt, że tak wiele fizycznych dowodów wciąż tu jest, zamiast zostać usuniętych czy przebudowanych. Najwyraźniejsze są kamienne domy — fasady z rzeźbionymi winoroślami, rozetami, nadprożami wykonanymi przez ludzi, którzy zamierzali zostać. Idąc tymi ulicami, patrzy się na prawdziwą architekturę Sinasos, nie na rekonstrukcję.
Druga połowa to budynki sakralne. Dawne kościoły greko-prawosławne pozostały w miasteczku, część zaadaptowana, część po prostu pozostawiona, zamiast zburzona — inny los niż w wielu miejscach, gdzie budynki po odejściu społeczności po prostu znikają w kolejnych dekadach. Nie znajdziecie tu malowanych wnętrz ani tłumów kościołów skalnych wokół Göreme; to inny rodzaj miejsca, zbudowany po to, by się w nim przebywać i żyć wokół niego, a nie by odhaczać go na liście dla turystów, i to widać.
Jeśli chcecie pełniejszego przeglądu konkretnych budynków i ulic, jest osobny przewodnik po Mustafapaşa i Sinasos, który wchodzi w więcej szczegółów, niż powinna taka osobista relacja jak ta. Co dodałbym z własnego doświadczenia bycia tam: nic nie jest tu wyjaśnione na głos. Nie ma dużej tablicy informacyjnej tłumaczącej całą historię przy wjeździe do miasteczka. Trzeba już wiedzieć, na co się patrzy, albo przywieźć tę historię ze sobą.
Dlaczego wysłałbym was tutaj zamiast do kolejnej doliny
Większość osób odwiedzających Kapadocję po raz pierwszy spędza ograniczoną liczbę dni na locie balonem, muzeum pod gołym niebem i Czerwonej lub Zielonej Trasie, i to rozsądny sposób na obejrzenie krajobrazu Kapadocji. Sam zrobiłem to samo pierwszego ranka —
poranny lot balonem nad Göreme
to naprawdę inny sposób na zrozumienie tych dolin, i nie żałuję, że zarezerwowałem go tak wcześnie. Ale krajobraz i konkretna ludzka historia to dwie różne rzeczy, których można szukać, a Kapadocja ma więcej tej drugiej, niż sugeruje standardowa trasa.
Jeśli jedziecie jedną ze zorganizowanych tras,
Czerwona Trasa z przewodnikiem i lunchem
dobrze pokaże wam kominy wróżek i muzeum pod gołym niebem, ale nie zabierze was do Mustafapaşa — to miejsce nie leży na trasie. Sposobem, w jaki naprawdę zobaczyłbym to miasteczko porządnie, jest
prywatny przewodnik, który może zejść z ustalonej trasy
, ponieważ autobus jadący według stałego rozkładu po prostu tu nie zatrzymuje się.
Warto też połączyć to z pobliskimi wioskami, które dzielą fragmenty tej samej regionalnej historii, jak Taşkınpaşa, Cemil i Ayvalı, albo z wyrzeźbioną formacją skalną Three Beauties, jeśli akurat tamtędy jedziecie. Żadne z nich nie wymaga pełnego dnia samo w sobie, więc dobrze wpisują się wokół bazy w Ürgüp, gdzie można się też zatrzymać na wino w jednej ze starych piwnic lub znaleźć coś sensownego do jedzenia potem.
Jeśli budujecie własną trasę zamiast rezerwować wszystko z góry, nasze notatki o zwiedzaniu Kapadocji bez wycieczki opisują, jak wpasować taki przystanek w dzień z wynajętym samochodem, a dwudniowy plan podróży daje wystarczająco czasu, by go uwzględnić bez rezygnowania z niczego istotnego.
Nie sądzę, żeby Mustafapaşa trzeba było sprzedawać jako atrakcję, i czułbym się z tym niezręcznie, gdyby tak było. To miasteczko, w którym społeczność została usunięta decyzją państwa w ciągu kilku miesięcy, a to, co zostało, jest fizycznym zapisem ludzi, którzy spodziewali się zostać. To wystarczający powód, by przejść je powoli, uważnie przyjrzeć się drzwiom i nie traktować go jako kolejnego punktu do odhaczenia między lotem balonem a kolacją. Jeśli szukacie garncarstwa i żywej tradycji rzemieślniczej zamiast nieobecności, Avanos leży dwadzieścia minut dalej i stanowi uczciwy kontrast na resztę dnia.
Pytania o zwiedzanie Mustafapaşa i Sinasos
Jak nazywało się Mustafapaşa przed 1923 rokiem?
Sinasos. Było to greko-prawosławne miasto w Kapadocji, wzniesione przez zamożne prawosławne rodziny, których pieniądze widać do dziś w rzeźbionych kamiennych fasadach wzdłuż ulic.
Czy wymiana ludności była dobrowolna?
Nie. Była to przymusowa wymiana uzgodniona między państwem greckim a tureckim, a nie seria indywidualnych decyzji o wyjeździe. Mieszkańcy nie wybierali wyjazdu, a harmonogram nie zostawiał im niemal żadnego czasu na przygotowania.
Co właściwie można dziś zobaczyć w Mustafapaşa?
Kamienne domy z rzeźbionymi wejściami i fasadami, wzniesione przez prawosławne rodziny z Sinasos, oraz dawne budynki sakralne, które zostały zaadaptowane lub po prostu pozostawione, zamiast wyburzone. Nic nie jest tu zainscenizowane dla turystów; to po prostu to, co zostało.
Czym Mustafapaşa różni się od Göreme czy Ürgüp?
Jest tu spokojniej i miejsce to nie jest zbudowane wokół hoteli w skale ani wędrówek po dolinach. Powodem, by tu przyjechać, jest konkretna historia tego miasteczka, a nie kolejny zestaw kominów wróżek czy kościołów wykutych w skale.
Czy Mustafapaşa znajduje się na standardowej trasie zwiedzania Kapadocji?
Nie na trasie Czerwonej ani Zielonej, dlatego większość uczestników zorganizowanych wycieczek jednodniowych nigdy tędy nie przejeżdża. Leży bliżej spokojniejszych tras południowych, więc zwykle trzeba tu przyjechać celowo, a nie trafić po drodze.
Ile czasu warto zaplanować na wizytę?
Godzina wystarczy, by porządnie przejść głównymi ulicami i przyjrzeć się fasadom; dwie godziny, jeśli chce się usiąść na herbatę i poczytać o historii, zamiast się śpieszyć.
Czy Sinasos warto zobaczyć, jeśli byłem już w Muzeum pod Gołym Niebem w Göreme?
Tak, ale z innego powodu. Muzeum pod Gołym Niebem to malowane kościoły skalne z X i XI wieku. Mustafapaşa to konkretne, stosunkowo niedawne wydarzenie i to, co po przymusowym wyjeździe zostaje w miejscu, w którym ludzie naprawdę mieszkali.
tours.History
Sprawdzone linki bezpośrednie do wycieczek GetYourGuide. Rezerwując przez te linki, otrzymujemy niewielką prowizję bez kosztów dla Ciebie.
GetYourGuide nie udostępnia zdjęcia produktu dla tej atrakcji — zdjęcie przedstawia miejsce spotkania, sfotografowane przez nas.


